|
|
Od samego początku bardzo chciałem pojechać na
EXPO i to prawdopodobnie sprawiło, że udało mi się zdobyć dwa bilety w
konkursie organizowanym przez miesięcznik Focus. Było to o tyle istotne,
iż będąc w posiadaniu drogich (69DM) biletów wiedziałem już, że zobaczę
EXPO 2000. Od tego czasu na bieżąco śledziłem wydarzenia związane ze
Światową Wystawą Moja wizyta w Hanowerze miała miejsce w sobotę 9 września 2000 roku. Na teren wystawy dostałem się wschodnim wejściem. Najpierw przejście przez bramki bezpieczeństwa z wykrywaczami metali, a dopiero później bramki z kasownikami biletów. Tuż za wejściem grupki zwiedzających na ogół pośpiesznym krokiem rozchodziły się w różnych kierunkach po ogromnym terenie wystawy. Po chwili zorientowałem się, że do najciekawszych pawilonów ustawiały się najdłuższe kolejki chętnych. Żeby nie stać przez większość czasu w kolejkach musiałem zrezygnować z odwiedzenia kilku ciekawszych pawilonów które miałem w planach.
Maraton po wystawie zacząłem od pawilonu
Wielkiej Brytanii w którym podobał mi się film składający się z migawek
prezentujących dokonania Brytyjczyków, a wszystko z ciekawym Odpuściłem sobie stanie w gigantycznych kolejkach do pawilonu Monako, Hiszpanii oraz Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Rumunia prezentowała głownie folklor lokalny więc szybko przeniosłem się do Chin gdzie próbowano mnie przekonać o rzekomo istotnych podbojach kosmosu i o skuteczności medycyny naturalnej. Sztuczny wodospad zbudowali Norwegowie, a drewniany labirynt Szwajcarzy. Niemiecka poczta urzędowała w najwyższym budynku z którego wierzchołka obserwowałem panoramę wystawy i tłumy przemieszczające się pomiędzy pawilonami.
W jednym z pawilonów tematycznych obejrzałem
kilka dziwnych prac wykonanych z ekologicznych odpadków, a następnie po
ogromnej kładce nad drogą przedostałem się do drugiej części EXPO. Tutaj
znajdował się plac przy którym stał
Zwiedzanie EXPO to podróż po miniaturze niemal całego świata reprezentowanego przez 177 państw i 18 organizacji. Aby uatrakcyjnić zwiedzanie poszczególnych pawilonów i wydać potwierdzenie obecności przygotowano zabawę w stemplowanie paszportów EXPO. Większość państw i organizacji posiadała pieczątki których stemple można było odbić sobie na pamiątkę. Kilka takich pieczątek prezentuję obok.
Po kilkudziesięciu minutach stania w kolejce
udało mi się dostać do pawilonu Kanady. Warto było się poświęcić ponieważ
spektakl filmowy z udziałem kilku ekranów pod sufitem, fontanny z wodą,
świateł i dźwięku stereo był rewelacyjny. Wizyta w futurystycznym tunelu
Słowacji rozczarowała mnie, ale tuż obok Lichtensztajn udostępnił
kilkadziesiąt komputerów podłączonych do internetu Pełen nowych sił ruszyłem na podbój Ameryki Południowej i Środkowej. Bardzo podobał mi się ludowy taniec w Panamie i ściana z przesuwanymi klockami z drewna w Brazylii. Organizacja ZERI zapraszała na pokoje ale bez obuwia - co za ulga dla zmęczonych stóp. Na koniec udało mi się odstać cierpliwie w kolejce do wykonanego z papieru pawilonu japońskiego. Po dwunastu godzinach na piechotę dookoła świata wygonił mnie z EXPO padający coraz mocniej deszcz. Siemens Mediaversum Expo 2000 Hannover
W EXPO udział brały także firmy. Odwiedziłem
między innymi stoisko Siemens-a na którym miałem okazję skorzystać z
komputera do którego była podłączona kamera. Można było zrobić sobie
zdjęcie lub zarejestrować krótki film, a następnie przesłać to w pliku
pocztą elektroniczną. Niby nic niezwykłego ale komputer nie posiadał
klawiatury. Wszystkie funkcje wybierało się na
Na zakończenie kilka moich spostrzeżeń. W niektórych pawilonach tematycznych używano tylko języka niemieckiego, ale praktycznie wszędzie można było porozumieć się w j. angielskim. Czekającym w długiej kolejce obsługa pawilonu Kanadyjskiego płynnie udzielała informacji po niemiecku, angielsku i francusku. Pawilony narodowe obsługiwali zazwyczaj rodowici mieszkańcy danego kraju. W polskim pawilonie można więc było porozmawiać z naszymi rodakami, a w Panamie tańce narodowe prezentowali ludzie z Panamy. Rozczarowała mnie Japonia która wynajęła miejscowe hostessy.
Po olbrzymim terenie wystawy większość
zwiedzających poruszała się na piechotę lub pokonywała duże odcinki
kolejką linową. Znalazło się jednak całkiem sporo amatorów hulajnóg oraz
różnej wielkości pojazdów zasilanych akumulatorami, które można było
wypożyczyć. Poza stałymi ekspozycjami w pawilonach prezentowano
artystyczne przedstawienia na zewnątrz. Jeden dzień to zdecydowanie za mało aby zobaczyć wszystko, ale lepsze to niż nie być EXPO 2000 wcale. Warto było, tym bardziej, że na następna Światowa Wystawa Expo będzie w Japonii, a to już będzie bardzo daleko i bardzo drogo...
|