|
|
Tym samym promem który zawija do portów wyspy Prvic dociera się także na wyspę Zlarin. Ta wyspa jest zdecydowanie warta bliższego zbadania. Zachwyca już sam widok na zabudowania i port, a ciekawostek jest o wiele więcej. Nie
można się oprzeć widokowi turkusowej wody, która jest niewiarygodnie
czysta. O tym, że Najlepsze miejsce na kąpiel i uniknięcie spotkania z jeżowcami znajduje się na końcu długiej promenady odchodzącej na prawo od portu. Betonowe molo posiada na końcu drabinkę po której można zejść do głębokiej, czystej i ciepłej wody. To, że dno znajduje się tu kilka metrów poniżej lustra wody nie przeszkadza w jego obserwacji - tak czysta jest tam woda. Sama wyspa jest mała, a jej urokliwe miejsca udostępnione są przybywającym turystom. Nie można się oprzeć wrażeniu, że na wyspie czas płynie wolniej. Życie toczy się spokojne, bez zbędnego pośpiechu i w ciepłych promieniach słońca. Pobyt na wyspie Zlarin zapamiętam na zawsze gdyż spotkała mnie tam ciekawa przygoda. Na wyspę dotarłem razem z całą grupą. Mieliśmy kilka godzin wolnego czasu, a spotkać mieliśmy się przy porcie skąd promem mieliśmy wrócić do Vodic. Po obejrzeniu centrum wyspy, razem z kilkoma osobami kąpałem się przy betonowym molo. Korzystałem z jednak z czystej wody trochę dłużej, podczas gdy inni ruszyli w stronę portu.
Miałem wiec jeszcze kilka godzin spędzić na wyspie Zlarin. W oczekiwaniu na prom doszedłem do wniosku, że albo moja grupa jest nadal gdzieś na wyspie i coś ich zatrzymało, albo opuścili wyspę nie promem, a jakąś inną jednostką pływającą. Najpierw ruszyłem na poszukiwania grupy - obszedłem chyba całą wyspę, ale oczywiście nikogo nie znalazłem. Miałem za to okazję zobaczyć jak wygląda pogrzeb na takiej wyspie. Czekając w porcie przyglądałem się różnokolorowym rybkom pływającym w czystej, głębokiej na około sześć metrów wodzie, przez którą mogłem obserwować dno. Tuż obok stała mała latarnia morska, która zasilana była z baterii słonecznej. Gdy tak sobie siedziałem i czekałem, pojawiła się łódź motorowa policji chorwackiej. Młody policjant po angielsku poinformował mnie, że przypłynęli po mnie. Okazało się, że moja grupa kilka godzin wcześniej zabrała się z tymi policjantami i odpłynęła z wyspy beze mnie do Vodic. Gdy zorientowali się, że mnie brakuje było już za późno na powrót. Poinformowali szybko kapitana promu, którym planowo mieliśmy wypłynąć z wyspy Zlarin, aby zabrał mnie na pokład - nikt jednak mnie nie zidentyfikował. Zawiadomili więc policję - tym udało się mnie namierzyć, ale żeby nie było łatwo mogli mnie podwieźć tylko do Sibienika. Mogłem
poczekać na prom i wrócić bezpośrednio do Vodic, ale oczywiście
skorzystałem z propozycji policji. Niecodziennie można przecież płynąć
policyjną łodzią motorową no i chciałem ponownie zobaczyć Sibenik. Z
trzech policjantów tylko najmłodszy rozmawiał ze mną po angielsku.
Poczęstowali mnie owocami granatów, udzielili kilku informacji o wąskim
przesmyku, który łączy Sibenik z otwartym morzem, a potem wysadzili
mnie w porcie Sibenika. Do Vodic miałem wrócić autobusem. Ponieważ do odjazdu najbliższego autobusu miałem trochę czasu ruszyłem więc na zwiedzanie miasta. Miejsca w których już byłem wydawały mi się tak znajome, jakbym wielokrotnie już był w Sibeniku. Duch przygody jednak mnie nie opuszczał. Przechodząc koło kościoła natknąłem się na świeżo poślubioną parę młodą. Tego samego dnia miałem więc okazję niemal uczestniczyć w pogrzebie i ślubie. Wieczorową porą wąskie uliczki na starówce w Sibeniku oświetlone latarniami sprawiały jeszcze bardziej tajemnicze wrażenie niż w dzień. Promenada portowa tętniła nadal życiem, a tuż obok kawalkada samochodów gości weselnych w akompaniamencie klaksonów, świateł awaryjnych i z chorwacką flagą podjeżdżała pod restaurację. Przed odjazdem z Sibenika poznałem Niemca, który jechał w tą samą stronę co ja. W autobusie wymienialiśmy poglądy i informacje o Chorwacji. Mój dzień pełen przygód zakończył się na przystanku autobusowym, tuż koło hotelu. Jak nie trudno się domyślić wszyscy mieli sporo uciechy z mojej przygody i już nigdzie mnie nie zostawili, bo liczenie osób w grupie zaczynali ode mnie. :-)
|